04.04.2016

Wychowaj go sobie

Jakiś czas temu Malvina Pe opublikowała fajny, niedługi tekst o matkach swoich facetów. A ja, niedługo przed tego tekstu przeczytaniem, usłyszałam coś, co podsunęło mi na talerz kolejny frustrujący temat „około-panieński”, który w trakcie spisywania bezpośrednio zlał mi się z tym, co przekazuje w swoim tekście Malvina. Ale może po kolei.
Wynajęty apartament w małej, alpejskiej miejscowości: po sześciu godzinach na stoku, siedzimy przy stole nad porzeczkową nalewką i mój ulubiony wujaszek udziela mi rzekomo uniwersalnych porad. Z życia wziętych.
- Teraz to ci będzie coraz trudniej. Bo jak jeszcze trafiasz na młodego i szybko się hajtasz, to sobie zdążysz go wychować, a później? Już nie wiesz na co trafisz, same skrzywione przypadki.
Mama z ciocią kiwają głowami, a mi oczy powoli wyłażą z orbit. Nie komentuję, ale w głowie już mi się zapisuje tytuł tego tekstu.


Im szybciej usidlisz, tym szybciej wychowasz. Im szybciej się hajtniesz, tym większą będziesz miała nad nim kontrolę. Nic to, że ja wychowywać zamierzam co najwyżej własne dziecko, a nie dorosłego faceta, z którym świadomie postanowię (o ile w ogóle) spędzić większość życia. Bo jeśli mam być czyjąś mamą, to tylko własnego dziecka. I z tego też powodu, w swoich wielkich planach mam zamiar być zfacetem, który na każdy przejaw mojego podświadomego matkowania czy wchodzenia mu na głowę, będzie mnie dzielił po uszach znienawidzonym „dobrze mamo” – dokładnie tak jak robią to moi serdeczni koledzy.
Nie twierdzę, że nie, bo przecież sama dobrze widzę, że niektórym panom takie matkowanie bardzo odpowiada. Spoko. Osobiście wierzę jednak (wciąż naiwnie, tak, tak), że związek to przede wszystkim równowaga i skoro ja nie chcę być przez nikogo na siłę wychowywana (dziękuję, rodzice spisali się w tej kwestii całkiem nieźle, a dalej to już biorę za siebie odpowiedzialność sama), to i nie zamierzam nikogo na siłę wychowywać. Jak się potencjalny kandydat okaże tym, wyżej wspomnianym, straconym, skrzywionym przypadkiem, to po prostu nie będę się z nim wiązać na stałe. Dla mnie to proste jak budowa cepa. I nawet desperacja mnie do zmiany myślenia nie zmusi, bo jak już kiedyś komuś (i sobie samej tak przy okazji) udowodniłam: nie mam najmniejszego problemu z wybieraniem niczego zamiast czegoś (ale o tym szerzej napisze przy innej okazji).
Poza tym, momencik, zdefiniujmy sobie może przy tej okazji, czego tak naprawdę oczekujemy od związku. I czego szukamy, gdy się rozglądamy za „tym jedynym”.
Bo jakoś tak się dziwnie przyjęło, że niby wszystkie, co do jednej, szukamy tej sławetnej drugiej połówki, o której pisze się książki i kręci filmy. Tego jedynego, który nas (biedne, smutne i przede wszystkim niepełne) wreszcie swą skromną osobą dopełni. Że niby spadnie nam kawaler z nieba (tudzież przygalopuje na białym rumaku) i będzie lekarstwem na całe zło. No wybaczcie, ale jakkolwiek wielką idealistką bym nie była (a jestem nieuleczalną), to z takich bajek dawno już wyrosłam.
Zamiast jakiejś chrzanionej drugiej połówki, czy wymarzonego mężczyzny tak w ogóle, szukałabym raczej dobrej, zdrowej i dojrzałej relacji. A do tego wcale mi nie trzeba rumaka. Wystarczy, jak to słusznie zauważyła kiedyś Riennahera, kompatybilny człowiek. Nieistotne jaki: może być wysoki, niski, dobrze zbudowany, z oponką, łysiną czy lwią grzywą, może mieć gęstą brodę lub policzki jak tyłek niemowlaka, mieszkać po drugiej stronie globu, uwielbiać boks, którego ja nienawidzę i w ogóle nie czytać książek, ale jeśli tylko jest kompatybilny z moimi pragnieniami i potrzebami, gotowy kochać, dawać i razem budować tą, wyżej wspomnianą, zdrową relację, nie widzę przeszkód, „byś mnie maltretował jeszcze lat 20”. Byleby tylko w zdrowej relacji, gdzie nikt nikogo nie będzie wychowywał, przymuszał i prowadził na siłę. W zdrowej relacji, gdzie będziemy się dobrowolnie, wzajemnie od siebie uczyć. I zmieniać, zmieniać przede wszystkim. Dobrowolnie. Mądrze.
Powiedzcie mi, że wiecie o czym mówię i wcale nie jestem w tym myśleniu sama…?  

1 komentarz:

  1. Ana, masz rację! Nie wolno sobie faceta "wychowywać". Kanapa, piwo, i lenistwo to naturalna rzecz! Precz z zniewoleniem mężczyzn! Wystarczy spojrzeć na mój związek z Asią.
    P.S. Mam nadzieję że Asia tego nie przeczyta...

    OdpowiedzUsuń