21.09.2015

Przepraszam, czy dolecimy?

Stosunek do latania mam raczej ambiwalentny: z jednej strony zawsze mnie to stresuje, a z drugiej strasznie jara. Zresztą moje doświadczenia w tej sferze trochę przypominają te z kolejkami górskimi i koncertami: na samym początku przeszłam taki chrzest bojowy, że nic już nie jest mi szczególnie straszne. Bo wierzcie: podczas mojej podróży z Nowego Jorku do Chicago, rozklekotanym, małym samolotem American Airlines, przez samo epicentrum burzy, modliłam się już (!) tylko o szybką i w miarę bezbolesną śmierć – byłam pewna, że nie dolecimy.
A od pamiętnego, przełomowego roku 2008, startowałam i lądowałam na pokładzie samolotu już 20 razy. Co oczywiście oznacza, że mam własną, krótką listę problematycznych / irytujących / stresujących zjawisk i zachowań na pokładzie samolotu. I, o dziwo, nie ma wśród nich turbulencji.

14.09.2015

A gdybym była facetem...

W moim nowym (stosunkowo) miejscu pracy (hostel w sercu Krakowa) mam okazję (jak dla mnie fantastyczną) współpracować z czterema obcokrajowcami: dwoma z Australii, jednym z Londynu i jednym z Brazylii. Wszyscy czworo są młodzi, energiczni i mega sympatyczni, a łączy ich w gruncie rzeczy ta sama historia: przyjechali do najpiękniejszego miasta w Polsce na trochę dłużej niż kilka dni, i znaleźli sobie pracę w hostelu, w którym przy okazji nocują.
Gdy zdarzy się nam na zmianie jakaś luźniejsza chwila, to ich trochę podpytuję: na ile, dlaczego i jak ten ich plan dokładnie działa. I jak mi tak mniej lub bardziej ochoczo o tym opowiadają, to się mimowolnie zaczynam zastanawiać, dlaczego, do cholery jasnej, sama jeszcze na to nie wpadłam? Dlaczego by nie zrobić sobie przerwy po studiach, wyruszyć w świat i pracować w hostelach w miastach, które najbardziej mnie interesują? Oczami wyobraźni już widzę siebie w hostelach w Londynie, Dublinie, Cardiff i Edynburgu!
A potem przypominam sobie jeszcze jeden łączący ich element: płeć.

7.09.2015

Nie chcę mi się

Robią mi remont przed oknem: stary chodnik na kostkę brukową wymieniają.
Na widok przylepionego do drzwi ogłoszenia, że od poniedziałku zaczną się prace remontowe, pomyślałam sobie: „ale fajnie, wreszcie będę miała pod klatką równą powierzchnię na której moja walizka nie będzie gubić kółek!”.
W rzeczony poniedziałek, wracając zmęczona do domu, na widok dwóch panów siedzących na czterech płytach chodnikowych w popołudniowym słońcu (pokaźny piwny brzuszek jednego z nich pięknie odbijał promienie słoneczne), nagle uświadomiłam sobie, że to przecież jest Polska, polscy robotnicy i polska wspólnota mieszkaniowa.
Dwa tygodnie trwało zamienienie „mojego” chodnika w piaskownicę. Kolejne dwa zeszły nie wiem na czym, bo co powrót do domu, nie dostrzegałam żadnej różnicy: panowie zawsze siedzieli na tych ułożonych płytkach chodnikowych, mrużąc oczy do słońca.


31.08.2015

Niekobieca kobieta

O tym, że irytują mnie ludzie na siłę próbujący zrobić remanent w mojej szafie, już tutaj napisałam. I właśnie z tego względu absolutnie nie może tu zabraknąć moich trzech groszy w temacie ich najbliższych krewnych, którzy stawiają krok dalej i prosto z szafy zaglądają mi do kosmetyczki. Zadając to jedno, „niewinne” pytanie:
- Anka, ty nie wiesz co to tusz do rzęs, nie?
No. A z tej kosmetyczki to już im bardzo niedaleko do wyrecytowania mi całego opasłego poradnika pt. „jak być kobietą”.


24.08.2015

Ale się najebałem!

[temat alkoholowy, ale bynajmniej nie o uzależnieniu czy ludzkich dramatach alkoholem podszytych; w tym temacie polecam posłuchać Liquid State i obejrzeć Pod Moncym Aniołem]

To może nie zabrzmi zbyt dobrze, ale przynajmniej będzie szczere: lubię alkohol. Kocham zimny browar po ciężkim dniu i ciężkie życiowe rozkminy przy czerwonym winie, zagryzane dobrym serem. Uwielbiam wpadać na szoty do Pijalni Wódki i Piwa (szczególnie w poniedziałki), czy spędzać wieczory w pubach na piwku mniej lub bardziej regionalnym. Wódkę z tego podstawowego zestawienia lubię w gruncie rzeczy najmniej, ale na weselach, ogniskach czy rodzinnych zjazdach często jest – przyznaję – niezastąpiona.
Ale jak lubię alkohol, tak kompletnie nie pojmuję celowości „najebywania się”.

17.08.2015

I won't settle for less

Na przeciętnie nudnych zajęciach, doodlując sobie w notatkach i planując w głowie wieczorne posiedzenie przed komputerem, nagle słyszę nad uchem koleżankę:
- Boże, jakie pierdoły, w pracy się przynajmniej uczę pierdoł, za które mi płacą.
Podśmiewam się delikatnie, równocześnie decydując się na offowy film pod kołdrą, z anansową zieloną herbatą w moim ulubionym kubku.
I nagle, nie wiedzieć czemu, przed oczami staje mi przebojowy filmik z serii “MKP przestrzega”, w którym balans bieli zmienia się ze sceny na scenę, bo, jak widać, montażysta, choć ewidentnie przodujący w wykorzystywaniu efektu zwolnionego tempa, na obróbce materiału trochę się jednak wyłożył.
Przerywam bazgrolenie i marszczę czoło. Mózgu, mój mózgu, co ty chcesz mi tym zakomunikować? Jaki związek mają pierdoły w pracy koleżanki z balansem bieli w filmiku o tramwajowym wypadku?


10.08.2015

Minusy dużego miasta

Na stałe w dużym mieście (tj. Krakowie) mieszkam od niedawna (bo od niecałych dwóch lat) i na razie jestem tak mocno zakochana i nakręcona na wszystko co mi ta jego wielkość oferuje, że wręcz trudno mi się czymkolwiek frustrować. Ale nie ma rzeczy niemożliwych – w parze z moją miłością zawsze idzie doza nienawiści, więc i Kraków dziś oberwie.

3.08.2015

Don't wear bright colours

To zawsze zaczyna się niewinnie.
Mogę Ci zadać jedno pytanie? Mało subtelne.
No spoko, wal śmiało, wszak do najsubtelniejszych nie należę, nie należałam i należeć już pewnie nigdy nie będę. A w myślach śmiało dodaję sobie jeszcze, że nie ma takiej rzeczy, którą moglibyście mnie zagiąć. O ja nieświadoma!
Dlaczego nosisz takie worki? Powinnaś nosić bardziej dziewczęce ubrania.


Jak mogę (a nawet lubię) dyskutować z ludźmi na różne tematy, i zazwyczaj staram się być przy tym wyrozumiała, otwarta i “gąbczasta”, tak jest jeden temat, który powoduje, że opadam z sił i momentalnie zamykam się w sobie: temat ubioru.