24.08.2015

Ale się najebałem!

[temat alkoholowy, ale bynajmniej nie o uzależnieniu czy ludzkich dramatach alkoholem podszytych; w tym temacie polecam posłuchać Liquid State i obejrzeć Pod Moncym Aniołem]

To może nie zabrzmi zbyt dobrze, ale przynajmniej będzie szczere: lubię alkohol. Kocham zimny browar po ciężkim dniu i ciężkie życiowe rozkminy przy czerwonym winie, zagryzane dobrym serem. Uwielbiam wpadać na szoty do Pijalni Wódki i Piwa (szczególnie w poniedziałki), czy spędzać wieczory w pubach na piwku mniej lub bardziej regionalnym. Wódkę z tego podstawowego zestawienia lubię w gruncie rzeczy najmniej, ale na weselach, ogniskach czy rodzinnych zjazdach często jest – przyznaję – niezastąpiona.
Ale jak lubię alkohol, tak kompletnie nie pojmuję celowości „najebywania się”.

17.08.2015

I won't settle for less

Na przeciętnie nudnych zajęciach, doodlując sobie w notatkach i planując w głowie wieczorne posiedzenie przed komputerem, nagle słyszę nad uchem koleżankę:
- Boże, jakie pierdoły, w pracy się przynajmniej uczę pierdoł, za które mi płacą.
Podśmiewam się delikatnie, równocześnie decydując się na offowy film pod kołdrą, z anansową zieloną herbatą w moim ulubionym kubku.
I nagle, nie wiedzieć czemu, przed oczami staje mi przebojowy filmik z serii “MKP przestrzega”, w którym balans bieli zmienia się ze sceny na scenę, bo, jak widać, montażysta, choć ewidentnie przodujący w wykorzystywaniu efektu zwolnionego tempa, na obróbce materiału trochę się jednak wyłożył.
Przerywam bazgrolenie i marszczę czoło. Mózgu, mój mózgu, co ty chcesz mi tym zakomunikować? Jaki związek mają pierdoły w pracy koleżanki z balansem bieli w filmiku o tramwajowym wypadku?


10.08.2015

Minusy dużego miasta

Na stałe w dużym mieście (tj. Krakowie) mieszkam od niedawna (bo od niecałych dwóch lat) i na razie jestem tak mocno zakochana i nakręcona na wszystko co mi ta jego wielkość oferuje, że wręcz trudno mi się czymkolwiek frustrować. Ale nie ma rzeczy niemożliwych – w parze z moją miłością zawsze idzie doza nienawiści, więc i Kraków dziś oberwie.

3.08.2015

Don't wear bright colours

To zawsze zaczyna się niewinnie.
Mogę Ci zadać jedno pytanie? Mało subtelne.
No spoko, wal śmiało, wszak do najsubtelniejszych nie należę, nie należałam i należeć już pewnie nigdy nie będę. A w myślach śmiało dodaję sobie jeszcze, że nie ma takiej rzeczy, którą moglibyście mnie zagiąć. O ja nieświadoma!
Dlaczego nosisz takie worki? Powinnaś nosić bardziej dziewczęce ubrania.


Jak mogę (a nawet lubię) dyskutować z ludźmi na różne tematy, i zazwyczaj staram się być przy tym wyrozumiała, otwarta i “gąbczasta”, tak jest jeden temat, który powoduje, że opadam z sił i momentalnie zamykam się w sobie: temat ubioru.

27.07.2015

Kultura wątpliwa

O ciemnych stornach obcowania z kulturą już zdarzyło mi się wpis popełnić (do wglądu tutaj). Dziś będzie o kulturalnym zachowaniu (czy może raczej jego chronicznym braku). W pięciu krótkich aktach.

20.07.2015

Ty singlu zafajdany!

Tekst można traktować jako kontynuację TEGO

Stoimy we dwie na przystanku, autobus znowu się spóźnia, wiatr piździ po oczach, a my znowu gadamy o tym, jak to niektórym znajomym odwala, gdy znajdują sobie tę sławetną, drugą połówkę. Która, jak się okazuje, ma monopol na kontakty. I nagle, trochę z bólem, a trochę z niedowierzaniem, budzimy się w świecie, w którym przyczepia nam się metkę singla. Metkę, która, z bliżej nieokreślonego powodu, nagle zdaje się mówić o nas więcej niż sześć lat rzekomej przyjaźni, litry wylanych łez i cały dysk twardy słodkich sekretów.
Ot, z dnia na dzień ewoluujesz z pełnowymiarowej osoby na niepełnego w swym ziemskim bycie singla. Bo ci z drugą połówką u boku, ciebie bez niej, już trochę inaczej liczą. Tak przez pół. Albo wcale.

13.07.2015

Bloguj z głową, albo wcale

Dziś o blogowaniu. A ściślej ujmując: o pięciu przykazaniach, do których, według mnie, każdy bloger powinien się albo sumiennie stosować, albo blogowanie rzucić od razu.


6.07.2015

Co ty masz do moich skrzydeł?

Idziemy na wskroś krakowskim rynkiem, dojadając frytki po poniedziałkowym strzelaniu w pijalni. Kroczę sobie już na tym przyjemnym poziomie tipsy, z entuzjazmem dzieląc się optymistyczną wersją moich wielkich, życiowych planów: bo to ten dobry dzień, gdy czuję, że wszystko się uda. Kraków taki obrzydliwie piękny, słońce z nieba rozgrzewa policzki, miejski gwar jest jak miód na uszy, a ja mogę sobie góry przenosić. Przerzucać może nawet. Na drugą stronę półkuli, lekką ręką. I wtedy właśnie pada to sakramenckie zdanie.
- Wiesz, ja ci dobrze życzę, ale tak łatwo i pięknie to na pewno nie będzie.
I tak oto, z moich ust, niczym z przebitego szpilką balonika, wraz ze świszczącym powietrzem, ulatnia się cały, calusieńki entuzjazm. Czuję jak mój mózg ekspresowo trzeźwieje, a w kącikach ust zbiera się ślina na wiązankę przekleństw.
Jak doceniam szczerość i racjonalizm, tak kurwa bez przesady. Bo czy ty wróżką jesteś, żeby wiedzieć jak moja przyszłość może albo nie może wyglądać?