[temat alkoholowy, ale bynajmniej nie o uzależnieniu czy ludzkich dramatach alkoholem podszytych; w tym temacie polecam posłuchać Liquid State i obejrzeć Pod Moncym Aniołem]
To może nie zabrzmi zbyt dobrze, ale przynajmniej będzie szczere: lubię alkohol. Kocham zimny browar po ciężkim dniu i ciężkie życiowe rozkminy przy czerwonym winie, zagryzane dobrym serem. Uwielbiam wpadać na szoty do Pijalni Wódki i Piwa (szczególnie w poniedziałki), czy spędzać wieczory w pubach na piwku mniej lub bardziej regionalnym. Wódkę z tego podstawowego zestawienia lubię w gruncie rzeczy najmniej, ale na weselach, ogniskach czy rodzinnych zjazdach często jest – przyznaję – niezastąpiona.
Ale jak lubię alkohol, tak kompletnie nie pojmuję celowości „najebywania się”.







